strach ma wielkie oczy Kogel Mogel Blog

– Mamo, czy ja jestem brzydki..?
– Oczywiście, że nie! Skąd ci to przyszło do głowy? – mama poczuła ukłucie niepokoju.
– Bo ta dziewczynka co tu obok mieszka tak powiedziała. Powiedziała: Ojej, ale on brzydki! I jeszcze dodała fuj! – Jasiowi zaczęła trząść się bródka. Mama westchnęła. Spodziewała się, że kiedyś będą musieli o tym porozmawiać. Przykryła śpiące rodzeństwo Jasia
– Synku… To nie jest takie proste – zaczęła. – Jesteśmy różni. Inni. Niektórym to przeszkadza.
Jaś podniósł oczy ze zdziwieniem.
– A dlaczego?
– Czasem sami nie wiedzą. Po prostu nas nie lubią – mama wyjaśniła. – Tak na wszelki wypadek. Wiesz… Oni się nas boją.
– Co takiego? Przecież nie zrobiliśmy im żadnej krzywdy! W czym im przeszkadzamy? To bez sensu! Głupie i niesprawiedliwe! – mały aż się uniósł.
– Wiem syneczku, też tak uważam. Przepraszam cię na sekundkę – mama się odwróciła widząc wchodzącego tatę.
– Kochani, słyszę, że prowadzicie poważną rozmowę. Wyskoczę po coś do jedzenia – wtrącił tata.
– Dobrze, idź. Uważaj na siebie – mama zwróciła się do męża.
– Nie martw się, wszystko będzie dobrze – uśmiechnął się. – A ty młody bądź ponad to. Wiem, łatwo mówić, ale cóż. Tak jest łatwiej. Chcą, niech gadają. Zignoruj to, ale miej zawsze oczy dookoła głowy.
Jaś pokiwał głową. Tata wie co mówi.

Nie minęło pięć minut, gdy usłyszeli krzyk, łomot i tata zdyszany wpadł do domu. Zatrzymał się gwałtownie i zastygł w bezruchu. Czujnie rozglądał się dookoła.
– Co się stało? – przestraszona mama wyjrzała zza drzwi. – Uciekałeś? – Bardziej stwierdziła niż spytała. Tata kiwnął głową.
– Dlaczego uciekałeś? Bawiłeś się w berka? – Jaś był przekonany, że sam sobie odpowiedział. Tata już, już chciał przytaknąć, ale uznał, że nie powinien.
– Nie, synku, nie bawiłem się w berka – poważnym tonem odpowiedział. – Uciekałem, bo ktoś mnie gonił.

Jaś poczuł strach. Czemu ktoś goni jego tatę i to wcale nie jest zabawa? Poczuł się bezradny. Jakby przygniótł go jakiś straszny ciężar. O co tu chodzi?
– Nic nie rozumiem… – wyszeptał.
Tata pogłaskał go po głowie.
– Jest tak, jak mówiła mama. Ci ludzie się nas boją. Chowamy się przed nimi, nie mają okazji nas bliżej poznać, więc ich podsycany wyobraźnią strach rośnie. I błędne koło się kręci. Oczywiście, że nie mają powodu do obaw. Nawet nie zdają sobie sprawy jak jesteśmy im potrzebni. Owszem, nasi kuzyni z egzotycznych krajów tacy mili nie są. Ale u nas, tutaj, naprawdę nie muszą. Moglibyśmy żyć w przyjaźni. Tylko, że nikt nie wie jak im to wytłumaczyć.

Naprawdę nikt nie wie? Jaś bez chwili wahania podjął decyzję. Wiedział co trzeba zrobić. Przynajmniej tak mu się wydawało.
– Ja im to wytłumaczę – oświadczył. Ledwo rodzice zrozumieli co planuje, czmychnął na zewnątrz.
– Biegnij za nim! – krzyknęła mama. Tata się zawahał.
– Może go nie zauważą? Jest mały. Ja z pewnością zwrócę ich uwagę … – zastanawiał się chwilę, po czym podjął decyzję – Biegnę. W razie czego wezmę atak na siebie.
Mama spojrzała na niego z czułością.
– Wróćcie do nas szybko… – powiedziała i spojrzała na śpiące maluszki. Tata dał jej całusa i wyszedł szukać synka.

Tymczasem Jaś zbliżył się do dziewczynki, która rano była dla niego taka niemiła. Miała na imię Kasia. Nie zauważyła go. Bawiła się na podłodze kłębkami kolorowej wełny, które babcia wcześniej ułożyła w koszyczku. Jaś chciał przebiec między dużym czerwonym i tym mniejszym, żółtym, gdy nagle zaplątał się w leżące na podłodze zielone wełniane farfocle. Przerażony, owinięty włóczką, poturlał się wprost pod nogi Kasi. Rozległ się jej wrzask:
– Aaa! Babciuuuuuu! Ratunku! – dziewczynka uciekając przed zielonym kłębuszkiem wskoczyła na krzesło.
– O tam, tam! – mała wskazywała palcem na podłogę. Tata, schowany w kącie szykował się do biegu, by odciągnąć babci uwagę. Ku jego zdumieniu okazało się, że nie musi.
Babcia uklękła. Poprawiła okulary i przyglądając się zielonemu kłębkowi zobaczyła wielkie przestraszone oczy Jasia.
– Maluszku, zaplatałeś się – uśmiechnęła się. – Nie bój się, odwinę cię. I zmykaj, nie jesteś tu bezpieczny.
– Babciu, on chciał mnie ugryźć! Nie wypuszczaj go! – dziewczynka wciąż stała na krześle.
Babcia podeszła, zdjęła ją i posadziła sobie na kolanach.
Jasio nie uciekł. Stał jak wryty.
– Mylisz się kochanie. Nie wiem czego chciał, ale na pewno nie miał zamiaru cię gryźć. Tacy jak on i jego rodzina chronią nas przed różnymi groźnymi chorobami. Likwidują mnóstwo insektów, takich jak komary czy muchy i oczyszczają środowisko gromadząc toksyny, czyli substancje dla nas bardzo niebezpieczne.
– Naprawdę? – spokojniejsza, chociaż wciąż nieufna Kasia, z wysokości babcinych kolan przyglądała się Jasiowi.
– Właściwie nie jest taki straszny – stwierdziła. – Ale będę musiała się przyzwyczaić – zsunęła się z bezpiecznego schronienia na wszelki wypadek trzymając babcię za kolano.
Jaś nie wiedział co go czeka. Uciekać? Może zdąży…
Tymczasem Kasia lekko się pochyliła. Jaś zamknął oczy. Nagle usłyszał słodki głosik:
– Witaj w domu pajączku. Jestem Kasia.

***

Tekst ten napisałam by oswoić nasze dzieci z małymi mieszkańcami, którzy wraz z chłodami opuszczają ogród i wprowadzają się do nas. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania:)
Masza Grander

2 komentarze

  1. Wow .. zakończenie zaskakujące, szacunek za pomysł i chęć przekazania dzieciakom wiedzy, że każdy po coś- dla kogoś jest, życie jest wartością nawet takiego małego pajączka.

    BHM

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *