Poniższy tekst mojego autorstwa jest fikcją literacką inspirowaną prawdziwym życiem.
Zapraszam do lektury:) Masza Grander

tu przeczytasz fragment części drugiej #2

domowe popołudnie

(…)
Nie zauważyłam, gdy minęła godzina. Podejrzanie cicho… Podniosłam głowę, żeby zobaczyć co robi Michaś i… zamarłam. Siedział na środku pokoju, obstawiony miskami różnej wielkości. Obok niego piętrzyła się taca winogron. Kupiłam wczoraj dwa kilo, na oko wziął wszystkie. Podeszłam bliżej. Winogrona były jakieś podeptane.

– Co robisz synku? – spytałam ostrożnie.
– Soczek. To dla ciebie – uszczęśliwiony niespodzianką podał mi lepką miseczkę z winogronowym sokiem.
– Jak ty to zrobiłeś? – zdziwiłam się.
– Wziąłem winogrona, widelec i dziurawiłem każdą kulkę. I już – z uśmiechem rozłożył ręce. – Ugotowałem też budyń. Proszę, to dla ciebie – podał mi salaterkę pełną szarej brei.
– Dziękuję… – powiedziałam słabym głosem. – Z czego ten budyń?
– Z mąki, soli, cukru, takiego proszku co był koło mąki i wody. A, i trochę tego żółtego wlałem, tylko mi się rozlało i teraz w kuchni jest ślisko – wyjaśnił.

Nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Był taki radosny, nie mogłam się na niego wściekać. Ale lepiło się wszystko. Podłoga, szafki, krzesła. Nawet na ścianach widoczne były tłuste zacieki. Westchnęłam.

– Wspaniały soczek, synku. Ale następnym razem poproś mnie o pomoc, opracujemy łatwiejszą metodę, dobrze? – powiedziałam.
– Dobrze. Jutro? – spytał z nadzieją.
– Troszkę później. Proponuję… – nie skończyłam, bo z góry dobiegł krzyk Zuzi:
– Wstrętny bachor! Zobacz co narobiłaś! Mamo!!!
Do krzyku dołączył płacz Klusi.
– Mówiłam nie dotykać?! – wściekała się Zuza.
– Córa, o co chodzi? – poszłam z interwencją. – Au! – nadepnęłam na klocek. Zabolało. Zasyczałam i kopnęłam zabawkę w kąt. Kluska rozdarła się jeszcze głośniej.
– Zniszczyła mi notes. Zobacz! Pogryzła go. Kto normalny zjada zeszyty?! – złościła się starsza córka.
– Małe dzieci zjadają różne rzeczy. Wtykają je sobie do gęby. I do nosa. Ciesz się, że ci go nie osmarkała – poważnym tonem powiedział Michaś.
– Zuziu, to da się skleić, nie martw się. Chodź maleństwo, pobawimy się teraz z Michasiem. Zuzka odrobi lekcje – powiedziałam.
– Jasne – Zuza odwróciła się na krześle plecami do nas.

(…)

tu przeczytasz fragment części czwartej #4

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *