– To najdziwniejsze święta w moim życiu – mama, budząc się z zamyślenia, odezwała się do taty. Patrzyła przez okno na zaśnieżony park. Wyglądał prześlicznie. Wszystkie gałązki, nawet te najmniejsze, pokryte były białym puchem. Ciepłe światło parkowych latarni sprawiło, że świat nabrał magicznego uroku.
– Ważne, że jesteśmy wszyscy razem – tata wziął mamę za rękę. – I wszystko idzie ku dobremu.

Rodzice siedzieli przy łóżku smacznie śpiącego Tomcia. Pokój, w którym się znajdowali nie był świątecznie przystrojony, chociaż wyglądał inaczej niż zwykle. Było w nim więcej zabawek, na parapecie piętrzyły się nowe książeczki. Obok niskiej szafki stało kilka kolorowych toreb na prezenty, a na blacie leżały owoce i trochę słodkich frykasów. Oko cieszyło kilka obrazków na półeczce. Tomcio przytulał nową podusię, którą rano podarował mu Mikołaj. Tak, bo Mikołaj tym razem przyszedł rano. W otoczeniu elfów wesoło wmaszerował przez drzwi, na co dzień zamknięte, a dziś szeroko otwarte, jakby czekające na specjalnych gości. Wniósł mnóstwo radości, uśmiechu i świątecznej magii.

Starsza siostra Tomcia, siedmioletnia Zosia, siedziała przy składanym stoliczku i z wyciągniętym jęzorkiem zacięcie coś rysowała. Mama spojrzała w jej stronę:
– Co rysujesz córuś? – spytała.
– Niespodziankę dla Tomcia – odparła dziewczynka nie podnosząc głowy. – Pokażę jak skończę.

W pokoju było cicho. Tylko z korytarza dobiegały wesołe głosy i gdzieś z daleka sączyła się kolęda. Tomcio, podłączony do kroplówki i plątaniny rurek i kabelków, uśmiechał się przez sen. Było widać, że czuje się dużo lepiej. Właśnie upłynęły dwa miesiące odkąd trafił do szpitala.

***

poduszka od MIkołaja Kogel Mogel Blog

Tomcio otworzył oczy. To dziś! – pomyślał. Wyskoczył z łóżka jak oparzony, zrzucając przy tym ukochaną podusię od Mikołaja. Zatrzymał się, podniósł ją i czule pogłaskał kładąc na łóżku. Rzucił okiem na obrazek, który cztery lata temu dostał od siostry. Nigdy, przenigdy, nikomu nie pozwoli go stąd zdjąć. Nagle przypomniał sobie czemu tak gwałtownie zerwał się z łóżka.

-Zosia! Zosiaaa! – w kilku susach wpadł do pokoju siostry. – Zosiu – dodał już ciszej, nieco zdyszany. – Mikołaj dziś przychodzi.
– Ehe… – spod kołdry dobiegł głos zaspanej siostry.
– Budź się! – Tomcio potrząsnął jej rękę. – Wstawaj, słyszysz?
– Po co? – Zosia zakryła głowę poduszką.
– Bo Mikołaj dziś przychodzi, przecież mówię! – Tomcio wskoczył na kołdrę. Siostra obudziła się natychmiast.
– Złaź, zgłupiałeś?! – wrzasnęła jak oparzona.
– Bo nie słuchasz! – odparował brat.
– Przecież Mikołaj przyjdzie dopiero wieczorem! O co ci chodzi? Daj człowiekowi pospać – jęknęła dziewczynka.
– Nie mamy czasu – Tomcio zaczął jej tłumaczyć. – Musimy narysować dla niego obrazki, napisać podziękowania. Co ty, nie pamiętasz?
– No dobra… Już wstaję… – Zosia usiadła na łóżku, po czym założyła słuchawki.
– Nie wstajesz! – Tomcio zerwał z niej kołdrę.
– Aaaauu! Zostaw! – pociągnęła nakrycie w swoją stronę, ale nie zdążyła odzyskać ciepłego schronienia. Zwlekła się z łóżka i z miną cierpiętnicy poczłapała do łazienki.

– Musicie tak się wydzierać od samego rana? – ziewający tata przeciągał się właśnie w drzwiach Zosinego pokoju.
– Bo nie chciała wstać – wzruszył ramionami Tomcio, jakby była to najbardziej oczywista oczywistość.
– Bo wrzeszczał i po mnie skakał! – krzyknęła Zosia z łazienki. Tomcio uśmiechnął się niewinnie.
– Aha… – tata uznał, że nie będzie kontynuował rozmowy.
Cieszył się, że nie musi iść do pracy i nie miał zamiaru ingerować w nie zawsze zrozumiały świat młodszego pokolenia. Poszedł zrobić mamie i sobie poranną kawę. Po chwili z kuchni dobiegł wspaniały aromat. Dumny ze swojego dzieła, niczym mistrz świata baristów, tata zaniósł mamie kawę do łóżka. Po drodze ukradkiem zajrzał do dzieci. Leżały na podłodze zgodnie nad czymś pracując.

– Tato, nie podglądaj! – zareagowali oboje na widok ojca. Uśmiechnął się i poszedł do mamy, która wylegiwała się w łóżku głaszcząc koty łase porannych pieszczot. Zaczął się kolejny piękny dzień.

Po śniadaniu Zosia przypomniała sobie, że zapomniała o świątecznych ozdobach z pomarańczy. W świeże owoce powbijała goździki, od góry wydrążyła niewielkie wgłębienia i wstawiła do środka waniliowe świeczki. Teraz dom pachniał kawą, cytrusami, cynamonem i pieczonym ciastem. Choinka rosnąca w wielkiej donicy cieszyła oczy ozdobami w starym stylu. Mama znalazła gdzieś bombki z czasów dzieciństwa rodziców, drewniane żołnierzyki, włóczkowe aniołki i koronkowe gwiazdeczki. Łańcuchy plecione ze słomy i bibuły, małe bałwanki, szklane sopelki.
Dzień mijał na przygotowaniach do wigilii.

***

Uroczysta kolacja trwała w najlepsze, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek. Tata spojrzał na dzieci:
– Idziecie otworzyć?
– A możesz ty..? – niepewnym głosem zapytała Zosia. Zupełnie jak nie ona.
– Mogę – tata się uśmiechnął. Wstał i wyszedł do przedpokoju.
– Trochę się denerwuję – szepnął Tomcio do siostry.
– Spoko, przecież nie dostaniesz rózgi – uspokoiła go, chociaż sama czuła się niepewnie. Wtem usłyszeli dzwoneczki.
– Mikołaj! – Tomcio zerwał się jak oparzony, po czym przycupnął na skraju sofy. Po chwili znowu wstał i podbiegł do okna. Przyklejona do szyby Zosia usiłowała coś zobaczyć.

-Nikogo nie ma! – uslyszeli głos taty. – Ale chyba był przed chwilą – to mówiąc, tata wtargał wielki worek. – Pewnie Mikołaj nie miał czasu, żeby wpaść do nas na dłużej.

– Prezenty!!! – dzieci rzuciły się w stronę ojca. Wspólnie otworzyły wór i głośno czytając imiona na świątecznych pakach i paczuszkach z radością podawały je obdarowanym, ciekawie wypatrując prezentów przeznaczonych dla nich.

***

Idąc przez salon tata nie zauważył klocka i boleśnie na niego nadepnął.
– Auu! – głośno syknął. W odruchu złości kopnął zabawkę pod choinkę. Zmarszczył brwi i usiadł przy stole.
– Przepraszam – powiedział Tomcio, widząc jego marsową minę.
– W porządku, nic się nie stało – tata skinął głową. Mama spojrzała na niego nieco podejrzliwie. Tata wyprostował się na krześle i nalał sobie kompotu z suszu.
– Pamiętacie święta sprzed czterech lat? – zapytał. Mama przytaknęła.
– To wtedy, gdy Tomcio był tak długo w szpitalu? – upewniła się Zosia.
– I gdy dostałem podusię od Mikołaja. I obrazek od ciebie – Tomcio pokiwał głową z poważną miną. – Ale tego nie pamiętam.
– Tak, wtedy. To były szczególne święta. Muszę wam powiedzieć, że ku swojemu zdumieniu całkiem ciepło je wspominam. I powiem wam coś jeszcze – tata z zamyśleniem wpatrywał się w stroik stojący na stole.

Pytanie: „co?” wisiało w powietrzu. Nikt jednak się nie odezwał. Tata wyglądał bardzo poważnie.

– Wiecie, że nie cierpię rozrzuconych zabawek. Gdy się bawicie w swoich pokojach – proszę bardzo, róbcie co chcecie. Ale szlag mnie trafia, gdy wchodzę zmęczony po pracy i muszę pokonywać tor przeszkód w drodze do kuchni. Mam ochotę to wszystko zgarnąć szuflą i wyrzucić do śmieci.
– Ja już tak nie robię – wtrąciła, broniąc się, Zosia. Tomcio grzebał widelcem w talerzu.
– Przepraszam… – powtórzył smutno.
– Musisz teraz..? – mama wtrąciła cicho patrząc na tatę. Ten podniósł dłoń na znak, że chce mówić dalej.
– Wtedy, gdy Tomcio tak długo leżał w szpitalu, w domu był porządek. Pusta podłoga, wszystko na swoim miejscu. Cisza i spokój.
Zosia znacząco spojrzała na brata.
– Ty też nieźle broiłaś, miałaś siedem lat. Ale ciebie tu nie było. Zachorowałaś na zapalenie płuc i miesiąc mieszkałaś u babci i dziadka. A mama siedziała z Tomciem w szpitalu. Wracałem wieczorami do domu i… – tata przerwał na chwilę – i marzyłem, żeby po podłodze walały się zabawki. I żeby nie było tak cicho.

Cicho za to było przy stole. Mamie błyszczały oczy. Tacie chyba też.
Tomcio popatrzył na rodziców, na siostrę, po czym spytał z niedowierzaniem:
– To znaczy, że mogę bałaganić…?

-Masza Grander-

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *