za biedny na badziewie

(gościnna seria „Pod kaskiem między uszami”)

tu przeczytasz część trzecią #3

Odeszło lato, nadeszła faza 2): ponaprawiam, pomalujem.
Co tu naprawiać: silnik chodził zdrowo jak kupowałem, nie dymił, będzie chodził jak złożę. Pomalowane w większości miałem. Zawieszenie chłopaki przeserwisowali, tylni amor wymieniłem zażywszy Wiedzy Tajemnej z czary Forum Internetowego, gdzie stało po niemiecku:
„Azaliż powiadam ci, jeśliś nie jest sześćdziesięciopięciokilogramową panienką, wymienić tylny amortyzator winieneś na takowy od Bandita tudzież z SV wzięty, byle ze sprężyną żółtą. A airbox opalarką nagrzewać będziesz i o lewą pierś dziewicy lub o swoją własną, jeśli oważ niedostępna zapierać będziesz, aby amor ów się zmieścił”.

Może to internetowy tłumacz coś dodawał od siebie w warstwie lirycznej, ale tak to jakoś brzmiało. Zrobiłem co kazali: kupiłem, nagrzewałem, o własne piersi zapierałem (w moim wieku poszukiwanie dziewic trąci pedofilią) – zmieściło się. Ponieważ nie podobał mi się seryjny wydech – pociąłem go (dobra: pocięli mi jedni, a pospawali inni, ale to ja mówiłem jak i co upychać do środka, i sam wymyśliłem rezonator!) i z końcowego zrobił się pośredni, a za nim poszła mała zgrabna puszeczka od Majfrenda.

Pomiędzy tym wszystkim kupiłem imitację sztucznej skóry jako dermę na poszycie siedzenia, a ponieważ nie znam się na tapicerstwie – kupiłem również klej tapicerski, metr sześcienny gąbki tapicerskiej twardej i za pomocą tych atrybutów oraz noża rzeźnickiego, wspomagany jutjubem, nadałem nowy kształt kanapie.
Następnie dałem kanapę do obszycia, za okazyjną, nawet jak na OLX, cenę, tapicerowemu samoukowi wraz z rysunkową kolorową instrukcją co i jak.
Następnie odebrałem obszytą kanapę, która stanowiła dowód, że domorosły tapicer albo nie umiał czytać rysunków, albo nie umiał robić kształtów nieglutowatych. Z grzeczności zapłaciłem połowę i jeszcze tego samego wieczora kanapa wróciła do formy sprzed. Kolejno znalazłem tapicera z długim stażem w motocykliźmie i takimiż terminami.
Następnie (ale było to już kilka miesięcy później) odebrałem kanapę obszytą jak ta lala, z tym, że moje doklejone formy gąbczaste musiał ów tapicer oderwać jako wykonane ze zbyt miękkiej gąbki, w zwązku z czym nastąpiła z mojej strony dopłata do ustalonej ceny.

To była Lekcja 5 i brzmiała ona:
Nawet, a może zwłaszcza, w planowo niskobudżetowym projekcie należy dążyć do pojedynczego wykonywania określonych czynności przez zatrudnianych fachowców, gdyż kilkukrotne wykonywanie tych czynności przez parafachowców generuje koszty, zamiast je oszczędzać.
Mój szwagier ujmuje to prościej: jestem za biedny, żeby kupować badziewie.
Dotychczas myślałem, że maskuje w ten sposób zakup butów Ecco za pięć stówek, teraz to trochę rozumiem. Niemniej – projekt w założeniach nadal pozostaje niskobudżetowy.

tu przeczytasz część piątą #5

Autor: doyar
Foto: Hansun Fabregas / Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *