Zima była mroźna. Za oknem słyszałam chrzęst wolno sunących po grudzie samochodów. Nie jest to przyjemny dźwięk, ale od tamtego czasu kojarzyć mi się będzie z ciepłem, bezpieczeństwem i małym, pachnącym zawiniątkiem. Bo pewnego grudniowego dnia urodziłam dziewczynkę. Różowe, kwilące trzy kilo wytęsknionego szczęścia.

macierzyństwo KogelMogel blog

A było to tak…
Jechaliśmy, Mama i Tata, wtedy jeszcze nie Mama i Tata, na Wielkanoc do Mamy Rodziców. W Łodzi, na skrzyżowaniu ulic Zgierskiej i Julianowskiej zatrzymały nas światła. Nagle Mama, siedząca po stronie pasażera podskoczyła gwałtownie, bo ktoś zapukał w jej szybę. Może coś się stało..? Raczej żaden przechodzień nie puka w szyby aut stojących na środkowym pasie! Okazało się, że był to podróżny w potrzebie – uciekł mu autobus do Łęczycy i szukał chętnego do podwózki. Mama i Tata zabrali spóźnialskiego pasażera. Był to przesympatyczny pan, może koło 60-tki, który wybierał się na święta do swojej siostry. Plan był taki, że doganiamy autobus i pan się przesiada, ale że świetnie nam się gadało, uznaliśmy, że zawieziemy go na miejsce. Nasz autostopowicz był przewodnikiem PTTK, człowiekiem z olbrzymim darem snucia ciekawych historii i pasjonujących tematów do opowiadania. Ani się spostrzegliśmy, byliśmy na miejscu. Nasz gość, wysiadając, pożegnał się z nami ciepło i zaskoczył nas takimi oto słowy: „Teraz spotka was coś bardzo dobrego. Jestem taką żywą maskotką, która przynosi ludziom szczęście”.

Mama była już w ciąży, tylko jeszcze o tym nie wiedzieliśmy…

Gdyby nasz pasażer to kiedyś przeczytał… Pozdrawiamy Pana serdecznie!

Jakiś czas później Mama i Tata wybrali się na badanie USG. Było już widać małą łepetynkę i resztę ciałka. Rodzice zadzwonili do swoich Rodziców, a Twoich Dziadków, przekazać dobre wieści. Mama powiedziała swojemu tacie, że ludzik ma już 6,5 centymetra i szybko bije mu serduszko. Za jakiś czas Dziadek oddzwonił i zapytał:

Tak się zastanawiamy, skąd wy właściwie wiecie, że to będzie chłopiec..? Przecież to da się sprawdzić dopiero za kilka miesięcy..?
– Jasne, że za kilka, na razie nie mamy pojęcia. Nawet wydaje nam się, że to będzie dziewczynka – odparła Mama.
– Ale mówiłaś, że chłopiec...
– Ja? Nie, ja nic takiego nie mówiłam!
– Jak to nie? Powiedziałaś, że Ludwik ma już 6,5 centymetra.

Do teraz mamy z tego ubaw:)

A dziś do kochania mamy Twoich 165 nastoletnich centymetrów:)
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Spełnienia marzeń Córeczko:) 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *